Muszę wyczytać księcia z dat

Powstanie dzieło muzyczne o Henryku II Pobożnym.

   O niemieckich kamienicach, polszczyźnie Piastów oraz o przygotowaniach do stworzenia oratorium z Romanem Kołakowskim rozmawia Jędrzej Rams.

[image] Jędrzej Rams: Dlaczego bierze się Pan za pisanie oratorium o Henryku Pobożnym?
Roman Kołakowski: – Na pewno dlatego, że jest to fascynujący temat. Dolny Śląsk ze swoimi miastami, np. Jelenią Górą czy Legnicą, mają niejednoznaczną tożsamość kulturową, bo ostatnie tysiąclecie podzieliło historię tych miast na zmienne okresy panowania różnych języków, dynastii i religii. Nasza obecność na Śląsku, na ziemi legnickiej czy w Karkonoszach nie jest zbyt długa, oceniając oczywiście w kontekście wielu wieków. Często zajmuję się takimi tematami, pisząc o Wrocławiu. Swego czasu nawet przylgnęło do mnie określenie „wrocławski bard”. Zawsze interesowałem się skomplikowaną historią tej części Europy i radykalną zmianą, jaka nastąpiła tu w roku 1945. Ktoś stąd odszedł. Ktoś tu przyjechał opuszczając dawne Kresy dawnej Rzeczypospolitej. Wśród nich jest chociażby piosenka ze słowami „Lwów to dla mnie zagranica”. Są w niej też słowa, że „niemieckie domy w polskim Wrocławiu to właśnie moja ojczyzna”. Te słowa w latach 90. XX wieku wzbudziły nawet wielką dyskusję, bo czy wolno mówić o prapolskim Lwowie – „zagranica? Znam polską historię Leopolis, znam cudownych ludzi wywodzących się z tamtych stron, ale jakkolwiek bym nie myślał ciepło o Lwowie, to jednak, chcąc do niego pojechać, muszę posiadać paszport. A ja się wychowałem w niemieckiej kamienicy i uważam, że z faktami trudno dyskutować. Odkrywanie duchowych korzeni naszych Małych Ojczyzn jest jeszcze bardziej fascynujące, bo dociera się do rzeczy nieoczywistych dla wszystkich. Nieoczywistych zwłaszcza dla młodego pokolenia. Tutaj postać władcy legnickiego i śląskiego, jakim był Henryk II Pobożny, rzuca zupełnie nowe światło na naszą tożsamość.

Myśli Pan, że musimy odkrywać te korzenie?
Stwierdzenie, że musimy, ma podwójne znaczenie. Po pierwsze jest we mnie imperatyw – czuję, iż powinienem to robić. Po drugie „musimy”, bo na co dzień nie zwracamy na to uwagi. Szkoła nie daje nam podstaw. Historia jest spychana na dalszy plan. Boimy się, że powiedzenie prawdy o historii utrudni nam stosunki z jednym czy drugim sąsiadem…


Myśli Pan, że trzeba mówić np. o polskości naszych ziem? Przecież władze w PRL -u kładły bardzo duży nacisk na ich piastowską historię. Czym różni się ówczesne podkreślanie polskości Dolnego Śląska od tego, do czego Pan nawołuje?
Jest różnica między historią a propagandą. W PRL-u była propaganda. Ja nie chcę opowiadać o Henryku II jako o człowieku, który walczył o polskość tych ziem, lecz o człowieku, który żył w konkretnych czasach, który potrafił poświęcić dużo dla wyznawanych wartości. O księciu, który, jak dzisiaj się mówi, nie uznawał zgniłych kompromisów.

Czyli nie chodzi tu o polskość Henryka?
Nie wszystkie kamienie we Wrocławiu i Legnicy mówią po polsku. Mówią po niemiecku, czesku i w jidysz. Każdy z tych języków ma swoją historię. Musimy odejść od propagandy i wmawiania ludziom, że Henryk II Pobożny mówił nienaganną polszczyzną, a Adam Mickiewicz z tego czerpał. Musimy opowiadać o nim jako o człowieku, władcy, który był związany z konkretną dynastią, musimy uczyć młodzież, że Europa kiedyś wyglądała inaczej, a dzisiejsze pojęcie narodów dawniej nie istniało. Niestety, tych wiadomości nie wynosi się ze szkoły. Jest to wyzwanie dla historyków oraz artystów. Sądzę więc, że jest to tym bardziej interesujące wyzwanie dla historyków, artystów i innych poszukiwaczy przygód.

Dlatego powstaje oratorium o Henryku II ? Na jakim etapie jest jego tworzenie?
W tej chwili jestem na etapie poznawania postaci. Jest to poznawanie faktograficzne i emocjonalne. Muszę wyczytać, wydobyć tego księcia spoza dat, cytatów, odnaleźć w nich człowieka. Mam już pewną wypracowaną technikę artystyczną, ponieważ zapoznawałem się w ten sposób z różnymi postaciami, tj. św. Franciszkiem czy św. Faustyną, o których tworzyłem utwory.

Skąd wzięło się to zainteresowanie świętymi?
To, oczywiście, tylko jeden z nurtów mojej pracy. Naprawdę bardzo ciekawy. Zaczęło się od wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. Robiłem wówczas pierwsze notatki, pisałem pierwsze wiersze. Kard. Henryk Gulbinowicz w połowie lat 80. XX wieku poprosił mnie o przygotowanie oratorium na wrocławski na Kongres Eucharystyczny. I tak powstał Teatr Rapsodyczny „Dnia Trzeciego” działający aż do dziś przy Wydziale Programów Katolickich i Patriotycznych „POLEST”. Później realizowałem kilka Koncertów Galowych Dnia Papieskiego w Warszawie. Pisałem też o patronie polskiego harcerstwa czy bł. Stefanie Frelichowskim. Teraz otrzymałem propozycję stworzenia oratorium o Henryku Pobożnym. Muszę powiedzieć, że mam szczęście, bo spotykam ludzi, którzy chcą rozmawiać artystycznie na te tematy.

Roman Kołakowski
Urodził się w 1957 roku we Wrocławiu. Jest kompozytorem, poetą, piosenkarzem, gitarzystą, tłumaczem, reżyserem teatralnym i estradowym. W 1981 roku zdobył pierwszą nagrodę na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie, a w 1984 był laureatem Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Od roku 2004 roku współpracuje z Teatrem „Syrena” w Warszawie. Tłumaczył teksty m.in. Bertolda Brechta, Nicka Cave’a, Włodzimierza Wysockiego.

■ Jędrzej Rams - "Gość Niedzielny" nr 29 z dnia 21.07.2013 r. Wywiad został przeprowadzony podczas pobytu Romana Kołakowskiego w Legnicy na zaproszenie DLP '90.

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl