Przemyślidówna na wrocławskim tronie - 750. rocznica śmierci księżnej Anny

…chociaż była córką króla, nigdy się nie martwiła, że [przy stole książęcym] siedziała niżej od pozostałych…

   Ten fragment żywotu księżnej Anny, małżonki Henryka Pobożnego, niezmiennie inspiruje i budzi podziw. Oto postać wysoko wykształcona, przybyła na dwór piastowski z nieodległej Pragi, potomkini najznamienitszych władców swego czasu i krewna otoczonych kultem świętych kobiet.

Żona, matka, synowa
Zwykle w otoczeniu swojej teściowej Jadwigi, przyszłej świętej, ale równie często w towarzystwie męża i dzieci. Zawsze w skromnych szatach pozbawionych wąskich, modnych rękawów, pochylona nad szyciem koszul i sukien, jak przystało kobiecie zatroskanej, a nie księżnej Śląska, ziemi krakowskiej i Wielkopolski z pewnymi widokami na koronę Piastów. Z księciem małżonkiem dzieli marzenia o władztwie, którego potęga oprze się nie tylko na dostatku napływających z zachodu kupców i kolonistów, pracy nowych zakonów z franciszkanami na czele, lecz także na zabezpieczeniu materialnych i duchowych potrzeb tych poddanych, którzy dotąd pozostawali na marginesie książęcej polityki.

[image]
Portret księżnej, fragment ilustracji z Żywotu Księżnej Anny, XVIII w.


Wdowa
   Ten obrazek rodzinnego szczęścia i zapowiedź potęgi brutalnie przerwie śmierć Henryka na Polu Legnickim 9 kwietnia 1241 r. Skromna dotąd księżna będzie musiała podjąć zadanie realizowania przerwanych planów. Na swoich barkach przeniesie stabilność państwa, które początkowo przejmie najstarszy syn Bolesław, z powodu swego trudnego charakteru nazwany Rogatką. Wesprze jego rządy, fundując krzeszowski klasztor benedyktynów, a potem będzie już tylko obserwować spory synów, ich błędy i sukcesy, podział księstwa, śmierć ukochanej teściowej… Pozostanie jednak wierna powziętym planom: wkrótce obok klasztoru franciszkanów stanie klasztor i szpital dla ubogich oddany pod opiekę krzyżowców z czerwoną gwiazdą, a zaraz opodal konwent Ubogich Sióstr, zwanych później klaryskami.
   Cały ten kompleks stanowił wierne odwzorowanie podobnego założenia fundowanego w Pradze przez św. Agnieszkę, siostrę Anny. W XIII w. znany jako wrocławski Asyż miał pełnić wobec mieszkańców stolicy ważne funkcje wspierania ich potrzeb materialnych, stałej modlitwy i opieki duszpasterskiej.

Dziedzictwo
   Dziś goście przyjeżdżający do Wrocławia często pytają: po co w jednym miejscu tyle kościołów? My, wrocławianie, jesteśmy z obecnością gotyckich świątyń bardziej oswojeni, ale czy umiemy odpowiedzieć na to pytanie w sposób wyczerpujący jego istotę? Średniowieczny mieszczanin rozumiał konieczność uświęcenia przestrzeni – bicie dzwonów kazało szatanowi trzymać się z dala, relikwie zapewniały opiekę świętych i przychylność Niebios, modlitwa mniszek zabezpieczała doczesne i pośmiertne losy jej powierzonych. Cóż, że bardzo szybko, bo już w XIV stuleciu, bracia franciszkanie stali się ogniskiem nieposłuszeństwa biskupowi, kierując swoje zainteresowanie duszpasterskie w stronę bogato uposażonych patrycjuszy, a szpital przy klasztorze św. Macieja został zamknięty przez samych krzyżowców poszukujących swojej tożsamości duchowej w życiu czysto klasztornym? Anna nie doczekała tych zmian. Umierając w 1265 r. po długiej chorobie, której towarzyszyły cierpienia sparaliżowanego ciała, pozostawiała stolicę księstwa wrocławskiego jako wielki plac budowy, także w sensie duchowym i religijnym. Mogła spodziewać się, że kolejne pokolenia podejmą to samo dzieło. I chociaż realizacja tego założenia podlegała wpływom czasu i kultury, pozostała pomnikiem wrażliwości na ludzkie potrzeby i ewangelicznej nauki miłości bliźniego. Czasy reformacji sprowadziły do franciszkańskiego konwentu wspólnotę norbertanów, którzy przyjęli patrocinium św. Wincentego. Po rozwiązaniu zakonów kontemplacyjnych w 1810 r. klaryski mogły spędzić ostatnie lata we wspólnocie urszulanek, które przy dotychczasowym klasztorze św. Klary otworzyły szkołę dla dziewcząt i otoczyły opieką duchową pobliski sierociniec.
   W ten sposób dzieło miłości przetrwało i trwa do dzisiaj, obejmując młodzież gimnazjalną i licealną, w „Maciejówce” młodzież studencką, a przy dawnej świątyni św. Wincentego wiernych kościoła greckokatolickiego.

Po co tyle kościołów?
   Bo to jest dziedzictwo chrześcijańskiej troski o bliźniego i chwałę Boga, dzieło człowieka z Nim współpracującego. A kogo by jeszcze interesowała „kwestia kobieca” i problem stosunku średniowiecza do niewiast, niech spojrzy na gotyckie bryły kościołów przy dzisiejszym placu Nankiera i uświadomi sobie, że budowała je kobieta silna duchem, choć skromna i znająca swoje miejsce na końcu książęcego stołu. I nikomu nie zadawała pytań o swoją rolę w społeczeństwie, tylko Chrystusowi w ciszy nocnej modlitwy.

■ Anna Sutowicz – Nowe Życie, nr 12/2015

(c) 2006-2017 http://www.dlp90.pl